ryzyko.pl

Ryzyko.pl >> Dawne artykuły >> Ubezpieczenia >> Dla ludzi >> Czego można wymagać od ubezpieczyciela? >> Część I 

 Mapa strony

Część II :: Część III 

 

 

 

Ostatnie Dzienniki:

Czego można wymagać od ubezpieczyciela? - Część I

 

Uwaga!

Jest to część prowadzonego przeze mnie dawniej, starego serwisu ryzyko.pl. Znaczna część informacji na tej stronie może więc być już nieaktualna a nawet fałszywa.

Z drugiej strony czasem można przekonać się jakie były przewidywania i plany, a jak potoczyła się rzeczywistość..

Marcin Z. Broda


 

Znakomita większość przedsiębiorców nie docenia znaczenia ryzyka dla przyszłości ich firmy. Zapatrzeni są w to, co dzieje się wokół nich w danej chwili. Nie przykładają więc należytej wagi do problemu odpowiedniego ubezpieczenia swojej działalności. Nie mają profesjonalnego doradcy, czy też po prostu zaufanego brokera. Przy negocjacjach z ubezpieczycielem zadowalają się osiągnięciem o 10% większej zniżki niż w roku poprzednim. A problemy zawsze zaczynają się po dużej szkodzie.

Od ubezpieczyciela można wymagać dużo. W tej chwili w Polsce - pomijając coraz większą liczbę towarzystw i rozszerzanie się ich oferty - nawet osoba fizyczna może dokładnie dostosować proponowaną jej standardową polisę do swoich specyficznych potrzeb. Wymaga to co prawda w niektórych wypadkach trochę zachodu i często przekonania etatowego pracownika towarzystwa lub zwykłego agenta, że powinien zwrócić się z odpowiednim zapytaniem do swojego szefa - jednak osiągnąć da się już na prawdę bardzo wiele.

Nie oznacza to przy tym, iż nie ma rzeczy, których nie da się ubezpieczyć dobrze. Dzieła sztuki w słabo zabezpieczonym pomieszczeniu. Mienie znacznej wartości w budce nie spełniającej podstawowych warunków zabezpieczenia przeciwogniowego. Rzeczy o wartości kolekcjonerskiej. Transporty przy braku możliwości udokumentowania ich pełnej wartości. Przykładów może być wiele. Część wynika ze zbyt wielkiego ryzyka, które musiałoby na siebie przyjąć towarzystwo ubezpieczeniowe i którego nie jest w stanie zrekompensować żadna składka. Część z problemów z ustaleniem wartości ubezpieczanego przedmiotu. Część z niemożności udokumentowania skali rzeczywistego ryzyka na podstawie wiarygodnych dokumentów.

Zacząć od brokera

Zacząć oczywiście należy od analizy własnych potrzeb. Każda osoba lub przedsiębiorca musi dość dokładnie wiedzieć czego tak na prawdę od ubezpieczyciela oczekuje. Jeżeli nie mamy sprecyzowanych oczekiwań to rzadko kiedy dostaniemy właśnie to czego w rzeczywistości potrzebujemy.

I nie chcę tu pisać o rzekomej złośliwości agentów, czy pracowników towarzystw. Na pewno takie rzeczy też się zdarzają. Jednak przede wszystkim trudno oczekiwać od osoby zewnętrznej, która widzi nas dwa, trzy, cztery razy w roku i dodatkowo reprezentuje interesy innego podmiotu znajomości naszych problemów i w rezultacie profesjonalnej porady.

Jeżeli sami nie chcemy tracić czasu na poznawanie teorii, praktyki oraz rynku ubezpieczeń powinniśmy już te wstępne etapy zlecić brokerowi.

Broker ubezpieczeniowy powinien być zawsze profesjonalnym doradcą i konsultantem we wszystkich sprawach związanych z ryzykiem i ubezpieczeniami w firmie. Dokładny zakres jego obowiązków i uprawnień zależeć będzie od indywidualnej umowy pomiędzy nim a firmą. Najprawdopodobniej w pierwszym okresie zakres ten będzie stosunkowo ograniczony, a możliwości działania brokera bez wiedzy i zgody zleceniodawcy zupełnie zamknięte. Później - wraz ze wzajemnym poznaniem i wzrostem zaufania - zarówno zakres czynności jak i uprawnienia do samodzielnego działania brokera mogą się zwiększać.

Skrajnym przypadkiem jest tzw. broker pełnomocnik, który w oparciu o strategię organizacji, znając ją doskonale oraz dysponując własnym budżetem sam podejmuje decyzje zarówno o zakresie, jak i sposobie ochrony przed ryzykami czystymi. Podkreślam przy tym, iż nie wyobrażam sobie by taki stopień wzajemnego zaufania można było osiągnąć po pierwszym, czy nawet drugim roku wzajemnej współpracy. Nota bene sam system jest równie niebezpieczny dla przedsiębiorstwa, które przekazuje kontrolę nad swoim ryzykiem na zewnątrz, co i dla brokera, który jest odpowiedzialny za niespełnienie oczekiwań swojego zleceniodawcy.

Niezależnie od rodzaju wzajemnych relacji pomiędzy brokerem, a klientem (broker może obsługiwać organizację, ale też i osobę fizyczną) zawsze powinien on prowadzić lub doradzać w następujących procesach:

  1. analiza ryzyk występujących u klienta i dotychczasowego stanu ubezpieczeń,
  2. budowa i plasowanie programu ubezpieczeniowego,
  3. obsługa i nadzór nad wprowadzonym programem ubezpieczeniowym,
  4. ocena skuteczności i wyników finansowych dotychczasowego podejścia do problemu ryzyka.

Jednocześnie znaczna część brokerów może i powinna pomóc w kontroli ryzyka organizacji nie tylko poprzez ubezpieczenia, ale też innymi metodami. W przypadku mniejszych firm będą to zabezpieczenia fizyczne (systemy alarmowe, gaśnicze) i proceduralne (normy bezpieczeństwa, przygotowanie organizacji akcji ratunkowych itp.). W większych organizacjach dojdą szkolenia z zakresu bezpieczeństwa pracy, zapobiegania ryzyku, a nawet współtworzenie strategii przedsiębiorstwa w zakresie asekuracji ryzyk czystych.

Działania tego typu mogą przynosić w wielu wypadkach niesamowite wprost rezultaty. Dość powiedzieć, że wprowadzenie standardowego badania stopnia zmęczenia pracownika dwa, trzy razy dziennie znacznie zmniejsza ryzyko popełnienia przez niego błędu, czy wystąpienia wypadku. Z mniej drastycznych środków na przykład okresowe szkolenia z zakresu techniki jazdy - zarówno wśród kierowców zawodowych jak i handlowców, czy dyrektorów - prowadzone przez wyspecjalizowane firmy mogą ograniczyć ilość szkód we flotach samochodowych nawet kilkunastokrotnie!

Analiza potrzeb

Nie wszyscy jednak chcą lub mogą korzystać z usług brokera. Oczywistym jest też, że na rynku mogą występować indywidualni brokerzy lub firmy brokerskie, które nie chcą lub nie potrafią dać klientowi usługi należytej jakości. Tak więc często klient - niezależnie czy jest to organizacja, czy osoba fizyczna - sam musi prowadzić lub kontrolować wszystkie etapy asekuracji własnych ryzyk.

Należy wtedy zawsze zacząć od analizy własnych potrzeb.

Jest to etap bardzo trudny i jednocześnie kluczowy dla późniejszej jakości naszego programu ochrony. Rzadko wystarczy tutaj przejrzenie oferty towarzystw ubezpieczeniowych, czy dobra rada agenta. Nie znajdziemy tam bowiem zwykle odpowiedzi na pytanie o rzeczywistą listę ryzyk, na które jesteśmy narażeni, a jedynie propozycje już gotowych, standaryzowanych rozwiązań.

Znam na przykład tylko jedno towarzystwo, które (dla wybranych klientów!) potrafi samo zaoferować ubezpieczenie ryzyka sprzeniewierzenia pracownika. Pokrywa ono finansowe straty firmy (straty bezpośrednie, ale też na przykład koszty obrony sądowej lub dochodzenia swoich praw) związane z nieuczciwym działaniem jednego lub grupy pracowników na jej szkodę. Tego typu ochrona mogłaby być bardzo interesująca dla wielu firm - szczególnie handlowo-usługowych - w naszym kraju a trudno jej niestety szukać w ofertach towarzystw.

Najlepszym jednak przykładem różnicy w podejściu do oceny ryzyka pomiędzy towarzystwami ubezpieczeniowymi a ich klientami mogą być dość już popularne w naszym kraju ubezpieczenia budowlano-montażowe. Tutaj bardzo dobrze widać na czy powinna polegać właściwa analiza ryzyka i własnych potrzeb w zakresie ubezpieczenia.

Pułapka standardów w ubezpieczeniach budowlano-montażowych

Ubezpieczenia budowlano-montażowe znajdują się w portfelu praktycznie każdego poważniejszego towarzystwa. Pokrywają "wszystkie" ryzyka budowy i / lub montażu, a w szczególności:

  • zniszczenie lub uszkodzenie w wyniku zdarzenia losowego przedmiotu prac (np. powstającego budynku),
  • zniszczenie, uszkodzenie lub utrata składowanych materiałów,
  • zniszczenie, uszkodzenie lub utrata maszyn i urządzeń,
  • przerwy lub opóźnienia w działalności wynikłe ze zdarzeń losowych,
  • odpowiedzialność cywilną wobec osób trzecich.

Oczywistym przy tym jest, że polisa może obowiązywać nie tylko w czasie wykonywania prac, ale też w okresie rozruchu oraz w tzw. okresie gwarancyjnym. Trzeba przyznać, że ze względu na bardzo szeroki zakres możliwych dodatków i rozszerzeń jest to silne narzędzie w rękach dobrego ubezpieczeniowca. Nawet przy zastosowaniu rozpowszechnionych w Polsce i niestety bardziej restrykcyjnych warunków monachijskich można łatwo skonstruować odpowiednią do danego przypadku polisę.

Niestety w polskich warunkach towarzystwa proponują najczęściej tego typu ochronę jedynie przedsiębiorstwom wykonującym prace budowlano-montażowe. W praktyce oznacza to, że prace wykonywane samodzielnie - a przecież drobne lub nawet większe remonty, czy przebudowy w większych firmach trwają praktycznie nieustannie - nie są w żaden sposób chronione. Dzieje się tak bowiem standardowe polisy majątkowe pokrywające zdarzenia losowe (typowe polisy od "ognia i innych żywiołów" lub inne im odpowiadające) wykluczają z reguły odpowiedzialność ubezpieczycieli za szkody powstałe w wyniku prowadzenia prac budowlano-montażowych.

Jednak nawet jeśli budowa, czy modernizacja jest prowadzona przez wyspecjalizowaną firmę, która sama powinna mieć tego typu ubezpieczenie, nie wyklucza to automatycznie konieczności zawarcia ubezpieczenia ryzyk budowy-montażu. Dlaczego?

Po pierwsze w większości firm tego typu ubezpieczenie jest traktowane jedynie jako koszt, który trzeba "sprzedać" inwestorowi. Dla osób o mniejszej wyobraźni lub po prostu o większej skłonności do podejmowania ryzyka naturalne jest więc dążenie do maksymalnego obniżenia tego elementu kosztów poprzez ograniczenie zakresu pokrycia ubezpieczenia. Problem zaczyna się w momencie, kiedy generalny wykonawca potrafi wylegitymować się polisą, która co prawda bardzo ładnie się nazywa, ale nie pokrywa nawet kluczowych ryzyk związanych z prowadzoną inwestycją.

Po drugie firmy budowlane - jeśli w ogóle - korzystają najczęściej z polis generalnych, które z reguły wymagają jedynie zgłoszenia kolejnej wykonywanej przez nich inwestycji. Polisy te - ze względu na dążenie do obniżenia kosztów, nie pokrywają jednak zwykle specyficznych ryzyk, które mogą być związane z wykonywaniem takich prac jak: budowa lub modernizacja podziemnych parkingów, rurociągów, kanałów, budynków wielokondygnacyjnych czy nawet zwykłych prac w bardziej skomplikowanych warunkach jak chociażby tereny podmokłe lub gęsto zabudowane. Oznacza to, że w przypadku prowadzenia właśnie takich "niestandardowych" prac konieczne jest dodatkowe negocjowanie umowy ubezpieczenia.

I znów wiele firm nie robi tego albo ze względu na własną niewiedzę (mają przecież polisę, która pokrywa "wszystkie" ryzyka!), albo ponownie ze względu na dążenie do obniżenia kosztów. Niezależnie od powodu, dla którego rozszerzenie zakresu polisy generalnej nie jest dokonywane, skutek dla inwestora jest podobny - w razie poważnego wypadku może on liczyć jedynie na zwrot poniesionych już kosztów jedynie z własnych środków firmy budowlanej, co w Polsce bywa bardzo trudne.

Jest jeszcze trzeci powód, dla którego należy zwrócić baczną uwagę na ubezpieczenie ryzyk budowy-montażu w przypadku analizy własnych potrzeb ubezpieczeniowych.

W kodeksie cywilnym czytamy: "Art. 471. Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi." Tym samym polskie prawo zwalnia wykonawcę z odpowiedzialności za jakiekolwiek niewykonanie lub opóźnienie w wykonaniu zakontraktowanych prac, jeśli wystąpiło ono na przykład z powodu działania tzw. siły wyższej.

Dla inwestora oznacza to, że jeśli zwolniony z wykonania prac będzie generalny wykonawca lub którykolwiek z podwykonawców to w przypadku niepełnego bądź błędnego zawarcia jego polisy głównej to on nie dostanie odszkodowania nie tylko od ubezpieczyciela (z polisy OC wykonawcy), ale też od tegoż wykonawcy w ogóle.

I tutaj inwestor ma trzy rozwiązania:

  1. może w kontrakcie zagwarantować sobie rozszerzenie odpowiedzialności wykonawcy (kodeks cywilny: "Art. 473. § 1. Dłużnik może przez umowę przyjąć odpowiedzialność za niewykonanie lub za nienależyte wykonanie zobowiązania z powodu oznaczonych okoliczności, za które z mocy ustawy odpowiedzialności nie ponosi.") i liczyć na to, że będzie w stanie wyegzekwować swoje prawa od tegoż wykonawcy,
  2. może w umowie zagwarantować sobie rozszerzenie odpowiedzialności wykonawcy i wymagać odpowiedniego ubezpieczenia rozszerzonego zakresu odpowiedzialności licząc na to, że wykonawca nie tylko zawrze takie ubezpieczenie, ale też i dopełni później wszelkich formalności (np. opłaci kolejną ratę składki, zgłosi wykonanie kolejnego etapu prac itd.),
  3. może wreszcie sam ubezpieczyć prace w wybranym przez siebie zakresie.

Oczywistym jest, że dla inwestora rozwiązanie trzecie jest najbezpieczniejsze choć nie zawsze najprostsze.

Wskazówki

Tak więc analizując własne ryzyka nie możemy opierać się na standardach bowiem mogą one po prostu nie pasować do naszych warunków. Opierając się na powyższym przykładzie ryzyk budowlano-montażowych trzeba bardzo dokładnie rozważyć:

  1. jaki jest zakres prowadzonych przez nas (lub na nasze zlecenie) prac?
  2. jakie ryzyka mogą wystąpić w czasie prowadzenia takich prac?
  3. czy ryzyka te mogą być pokryte standardowymi polisami (a często mogą)?
  4. czy możliwe jest przekazanie ubezpieczenia wykonawcy (jeśli nie wykonujemy ich sami)?
  5. czy takie ubezpieczenie rzeczywiście chroni nasze interesy jako inwestora?

Odpowiedź może być bardzo trudna bowiem poza samą kwestią ryzyka i odpowiedzialności zawsze w grę będą wchodziły jeszcze, a dla wielu osób i organizacji - przede wszystkim, pieniądze. Pamiętać przy tym należy, że przynajmniej równie trudne problemy będziemy musieli rozważyć w przypadku wszystkich innych ryzyk, nawet tak wydawałoby się standardowych jak ryzyka komunikacyjne. W przypadku jednego, czy dwu samochodów sprawa może nie jest jeszcze nadzwyczaj skomplikowana, ale w przypadku dziesięciu pojazdów zapewniam, że jest się już nad czym poważnie zastanawiać.

Zaznaczyć trzeba, że analiza własnych potrzeb nie powinno się ograniczać rozważań do samej analizy ryzyk. Może się bowiem zdarzyć tak, że bardzo korzystne dla nas byłoby zastosowanie określonego trybu likwidacji szkód, czy też specjalnego systemu lub trybu ubezpieczenia.

Wyobraźmy sobie sytuację sklepu, gdzie przy ubezpieczeniu towarów (niezależnie, czy będzie to ubezpieczenie od ognia, czy też od kradzieży w pełnym zakresie) wymaga się podania jednorazowej, maksymalnej ich wartości w całym roku ubezpieczenia. W większości przypadków będą wtedy występowały okresy, kiedy wartość zgromadzonych towarów będzie znacznie większa niż normalnie (na przykład w okresach przedświątecznych). Jak powinien wtedy ocenić ryzyko właściciel (w tym wypadku bezpośrednio przekłada się to na sumę ubezpieczenia)?

Po pierwsze powinien się zastanowić, czy to zawsze on odpowiada za towar, który sprzedaje. Jeśli nie - wystarczy mu odpowiednio skonstruowana polisa odpowiedzialności cywilnej, która pokrywałaby straty właściciela towaru w przypadku powstania szkód w tym towarze z jego winy lub z winy jego pracownika (np. nieumyślne zaprószenie ognia). Jeśli jednak to on w pełni odpowiada za towar, to może wystarczy ubezpieczyć się na sumę, która zwykle jest w sklepie? Wtedy trzeba z góry przewidzieć podwyższenie sumy ubezpieczenia w odpowiednim okresie lub też przed świętami dokonać odpowiedniego doubezpieczenia. W każdym wypadku na pewno zaoszczędzimy na składce - oczywiście pod warunkiem, że poprawnie przewidzimy stan towarów w sklepie oraz w odpowiednim momencie nie zapomnimy o doubezpieczeniu, co w razie błędu i w jednym i w drugim przypadku w razie szkody może praktycznie oznaczać brak ubezpieczenia.

To są właśnie standardowe rozwiązania. Można też jednak poszukać ubezpieczyciela, który będzie mógł zastosować inną formę rozliczenia naszej polisy. Wystarczyłoby bowiem przewidzieć w momencie ubezpieczenia jedynie widełki w jakich wartość towarów w sklepie może się zmieniać, a ostatecznego rozliczenia składki dokonać na koniec okresu ubezpieczenia na podstawie faktycznych wartości tych towarów. Takie rozwiązanie jest satysfakcjonujące dla obu stron - ubezpieczyciel zna maksymalną wielkość ryzyka jakie może być mu przekazane, a właściciel nie płaci składki "na zapas".

Tak więc jeszcze raz trzeba podkreślić, że abyśmy mogli wymagać czegokolwiek od ubezpieczyciela musimy dokładnie poznać własne potrzeby. A pomóc nam w tym może, albo długi czas analizy własnej firmy, albo po prostu profesjonalny doradca, czyli broker ubezpieczeniowy. Pamiętajmy tylko, że sama wizytówka brokera nie wystarczy. Jego też trzeba sprawdzić...

Marcin Z. Broda

 

 

Uwaga!

Jest to część prowadzonego przeze mnie dawniej, starego serwisu ryzyko.pl. Znaczna część informacji na tej stronie może więc być już nieaktualna a nawet fałszywa.

Z drugiej strony czasem można przekonać się jakie były przewidywania i plany, a jak potoczyła się rzeczywistość..

Marcin Z. Broda

 

 

Profesjonalnie o ubezpieczeniach..

Dziennik Ubezpieczeniowy

Miesięcznik Ubezpieczeniowy

 

 
 Strona przygotowana przez Ogma Sp. z o.o.